Trudno, czyli łatwo

Każdy o nich słyszał, każdy ich widział. Są dosłownie wszędzie. Dzwonią dzwonkiem na pobudkę, rozdają miotły podczas dyżuru sanitarnego i uczą poprawnych melodii psalmów responsoryjnych. O tym, jak to jest, być prawą ręką moderatora, czyli o posłudze na rekolekcjach, opowiedziała trójka animatorów.

Charyzmat: Gdzie już posługiwałeś i w jaki sposób dowiedziałeś się o możliwości posługi?

Paulina Czado: O tym, że animator może posługiwać na rekolekcjach wiedziałam już od oazy OND 1st w Domaradzu. To było moje pierwsze spotkanie z Ruchem Światło-Życie i postawa diakonii tak mnie zachwyciła, że wtedy, całkiem nie świadoma tego, jak wymagająca jest droga formacji, wiedziałam, że kiedyś też bym tak chciała. Na początku posługiwałam na 3 OND jednak z czasem przekonałam się, że moim miejscem jest posługa na Oazie Nowego Życia trzeciego stopnia.

Ewelina Wiącek: Posługiwałam tylko raz na rekolekcjach i były one dla gimnazjalistów w Krzywczy. Dowiedziałam się o tym od księdza z mojej parafii. Zaproponował mi posługę, wiec skorzystałam.

Kuba Szal: Ile razy, to ciężko powiedzieć, bo tego nie liczę. A były to różne rekolekcje: oazowe wakacyjne, X  Kroków ku Dojrzałości Chrześcijańskiej, czy choćby  dla bierzmowanych (gimnazjalistów). O posłudze wiedziałem już od dawna. W mojej parafii, w której od małego chodziłem na oazę, byli animatorzy, którzy już posługiwali tu czy tam, zwłaszcza mój starszy brat, który również był „zamieszany” w to wszystko. Wszyscy oni byli poniekąd moimi autorytetami.

Łatwo było podjąć samą posługę? Czy nagle przed wyjazdem świat zaczął walić ci się na głowę, rodzice nie zgodzili się na kolejny wyjazd, a oceny w szkole dramatycznie spadły?

Kuba: Nie, wręcz nie mogłem się doczekać!

Ewelina: Najczęstsze problemy, z którymi się spotykam przed wyjazdem na rekolekcyjną posługę, to zazwyczaj nauka. Bywa także sprzeciw rodziców, ze względu na naukę.

Paulina: Trudności z wyjazdem na posługę zawsze jakieś były, ale Pan Bóg zaradzał przeciwnościom, co jeszcze bardziej utwierdzało mnie w słuszności obranej drogi. Moi rodzice z czasem przekonali się, że to, co robię jest dla mnie bardzo ważne i wprowadza w moje życie wiele radości. W końcu przestali stawiać opór wyjazdom.

Jednak czy wszystko było takie piękne jak się z początku wydawało?

Ewelina: Najtrudniejsze było dla mnie przyzwyczajenie się do tych młodych ludzi. Zaakceptowanie ich różności. Posługiwałam tylko raz, więc trudno coś więcej powiedzieć, ale za tym jedynym razem bałam się po prostu prowadzenia spotkań w grupach.

Kuba:  O ile posługiwanie kojarzy się z dawaniem czegoś innym (choćby swojego czasu) i przezwyciężaniem swojej nieśmiałości, to jest też jeszcze większym czasem otrzymywania. Zwłaszcza podczas moich posług, w obliczu wspólnoty i obowiązków, wychodziły moje zaniedbania, próżne ambicje, lenistwo – czyli to, co niedoskonałe, a sam tego nigdy bym nie dostrzegł. To właśnie było dla mnie najtrudniejsze, prawdziwe odkrywanie siebie na oczach innych. Jak sobie radziłem? Najpierw zaciskałem zęby, a gdy już docierało do mnie, ze jestem i zawsze będę  niedoskonały – starałem się mieć za cel większe dobro.

Paulina: Najtrudniejsza w posługiwaniu była dla mnie świadomość tak wielkiej odpowiedzialności za innych, tego, że trzeba być bardzo wytrwałym, nieustannie pilnować samego siebie i walczyć o duchowy wzrost – aby całej posługi nie spłycić. Czasami przychodziły momenty, kiedy po ludzku uważałam, że już nie dam rady sprostać temu wyzwaniu. Pan Bóg bardzo mocno działał wtedy przez osoby z mojej diakonii – ich  ciepło, troska, cierpliwość. Przede wszystkim najwięcej siły dodawała codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu.

W trakcie posługi oazowicz staje przed wyzwaniem, aby przejść z roli uczestnika i stać się animatorem. Było to dla ciebie trudne zadanie?

Kuba: Dla mnie to przejście było łatwe, animator zawsze musi widzieć więcej. Jedynym zaskoczeniem był fakt (na który zwracano mi uwagę nie raz),  że już uczestników nie mogę traktować tak, jak wcześniej. Jak bym sam nim był, jednym z wielu. Musiałem budować szacunek (nie tyle do siebie samego, ile do funkcji jaką sprawuję, a idąc dalej, do księdza moderatora, a może nawet samego Pana Boga?), przy jednoczesnym zachowaniu pokory i bliskości relacji z nimi – nadal moimi braćmi i siostrami.

Paulina: Nie miałam z tym problemu, ponieważ już wcześniej w parafii posługiwałam jako asystentka i prowadziłam grupę. Na posłudze wakacyjnej diakonię tworzą osoby, które znają się w różnym stopniu i z czasem tworzą się relacje. Największym zaskoczeniem było to jak szybko udało się nam stworzyć wspólnotę, w której czułam się jak z domownikami. Atmosfera pełna życzliwości jaka pojawiła się między animatorami przekładała się na całą wspólnotę.

Ewelina: Dla mnie nie było to łatwe, a wręcz bardzo trudne. Nie wiedziałam jak mam się z tym uporać, jak pokonać ten stres który mnie otaczał. Zaskoczyło mnie najbardziej to, jaki ci ludzie mieli do mnie szacunek i w jaki sposób mnie słuchali. Wiadomo, nie każdy potrafił słuchać tego, co próbuje mu się przekazać, ale oni pokazali, jak bardzo szanują swoje środowisko, ludzi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć i po prostu nie przeszkadzali.

Wiedząc teraz na czym polega posługa, czy inaczej wyglądałoby twoje zachowanie względem własnych animatorów?

Kuba: No pewnie! O ile zawsze starałem się mieć szacunek do animatorów, to niejednokrotnie selekcjonowałem sobie ich. Ten lepszy, bo gra w piłkę, a ten gorszy, bo na spotkaniu nie potrafi nas zainteresować. Ta fajna, bo się uśmiecha,  a tej nigdy nie widuję w czasie wolnym. Teraz już wszystko rozumiem!

Ewelina:  Nie zdawałam sobie na początku sprawy, że może to być dla kogoś tak ważne i jak bardzo można się tym stresować. Myślę, że jakbym mogła cofnąć czas, to bardziej przysłuchałabym się mojemu animatorowi, aby coś więcej z tego wynieść, aby więcej zrozumieć.

Paulina: Patrzyłabym na moich animatorów inaczej. Po pierwsze, wiem jak posługa wygląda od drugiej strony, ale też z czasem nabieram większej dojrzałości w sposobie patrzenia na drugiego człowieka. Z całą pewnością starałabym się ujrzeć w kimś więcej jego zalet, a moje spojrzenie byłoby mniej krytyczne.

Jak myślisz, dlaczego warto podejmować posługę na rekolekcjach?

Kuba: Bo Chrystus! Rozważanie „warto, czy nie warto” jest czysto ludzkie, a więc nietrafne. Trzeba i już. Bo On tak kazał. Co więcej – jak napisał pewien animator – „Nie wystarczy iść, trzeba biec!”. Samemu często ciężko mi nawet ruszyć, iść. Ja służę najlepiej jak potrafię, a Jezus robi swoje.

Ewelina: Osobiście uważam ze powinno się podejmow ać posługę jako animator, ponieważ można na prawdę dużo się nauczyć i doświadczyć czegoś nowego, życia innych ludzi.

Paulina: Pan Bóg dzięki Ruchowi Światło-Życie bardzo mnie zmienił – szczególnie przez osoby, które spotykam. Bardzo dużo wtedy mogłam czerpać z ich doświadczenia. Chcę przekazać dalej te dary, które otrzymałam, a najprostszą drogą do tego jest posługa na rekolekcjach. Warto jest spalać się dla tego co jest dobre i piękne.

Rozmawiała Ela Jasina


 

okładka19

Artykuł ukazał się w 19 numerze pisma Charyzmat.

Dołącz do prenumeraty już teraz i otrzymuj egzemplarz prosto do domu w całej Polsce:

 

 

 

 

 

24 lutego 2016|Charyzmat|