Jak ciekawie układa się ludzkie życie. Będąc w sanockiej Farze na porannej Mszy 12 maja podszedłem do tablicy ogłoszeń i zauważyłem informację o Drodze Krzyżowej w intencji wyzwolenia z nałogów i zniewoleń, organizowanej z Korczyny do ruin zamku Odrzykońskiego. Wyciągnąłem telefon, wykonując zdjęcie tegoż plakatu i w tym momencie podeszły do mnie dwie kobiety, zachęcając mnie do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Co za zbieg okoliczności! Jak się później okazało były to osoby spoza Sanoka, zaangażowane w organizację tej imprezy.

Od dawna pragnąłem przejść tą piękną trasę, wiodącą przez malownicze wzgórza i wznoszącą się, czasem opadającą, aby w końcu osiągnąć podnóże ruin zamku Odrzykońskiego. Trasa liczy niecałe 5 km, ale przejście nią wcale nie zajmuje godziny, lecz około 5 godzin, albowiem przy każdej z 14 Stacji zebrani wysłuchują świadectwa osoby uzależnionej albo osób współuzależnionych.

Droga Krzyżowa rozpoczęła się w sobotę dniu 21 maja w kościele parafialnym w Korczynie, będącym sanktuarium św. biskupa Józefa Sebastiana Pelczara. Po błogosławieństwie pielgrzymi ruszyli na trasę poprowadzoną lokalnymi, asfaltowymi drogami, stopniowo oddalającymi się od drogi łączącej Korczynę z Lutczą i Rzeszowem.

Z niepokojem patrzyłem na starsze osoby poruszające się z trudem, niektóre nawet o kulach. Niektórzy pielgrzymi prowadzili rowery lub jechali na nich, a za grupą wolno jechały samochody obsługi. Podziwiałem organizację tej imprezy, w czasie której zadbano o to, aby uczestnikom nie brakowało ani zimnej wody do picia, ani jedzenia, tak aby każdy doszedł do celu. Była również obecna służba ratownicza na wypadek potrzeby udzielenia pierwszej pomocy.

Od samego początku uderzył mnie nacisk na wspólnotowy charakter tego przedsięwzięcia. Kapłan prowadzący Drogę Krzyżową wielokrotnie zwracał uwagę, że przeciwstawić się zorganizowanemu złu można tylko poprzez zorganizowane dobro, czyli poprzez wspólnotę. Inaczej mówiąc, człowiek mający problem z nałogiem albo współuzależniony członek jego rodziny, nie poradzi sobie sam z trudną sytuacją, w której się znalazł.

Słysząc słowa „nikt nie jest tutaj przypadkowo” zastanawiałem się co ja tutaj robię i co robi tutaj moja żona, skoro nie jesteśmy ani uzależnieni, ani współuzależnieni, ani zniewoleni. Do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka wstąpiliśmy jako osoby niemające problemu z alkoholem. Czy zatem jesteśmy na właściwym miejscu, czy nie zajęliśmy miejsca komuś innemu? I wtedy przyszła myśl, że nie muszę być alkoholikiem, członkiem jego rodziny, albo narkomanem aby uczestniczyć tu owocnie. Bez trudu mogę w historii własnego życia znaleźć obszary uzależnienia, może mniej widoczne dla otoczenia, a przez to znacznie bardziej niebezpieczne, bo trudne do wykrycia i udzielenia ewentualnej pomocy przez bliskich.

Zadałem sobie proste pytanie: czy w moim życiu nie było okresów, w których spowiadałem się ciągle z tego samego grzechu? A więc jednak był jakiś problem wymagający długotrwałej terapii. Czyli jestem w dobrym miejscu, ta Droga Krzyżowa jest dla mnie, nie jestem kimś z innej bajki, kto trafił tu przypadkowo. Ta myśl zadziałała na mnie bardzo oczyszczająco i pomogła spojrzeć na otaczających mnie ludzi jako siostry i braci zmagających się z podobnymi słabościami.

Słuchając kolejnych świadectw uświadamiałem sobie jak wielkim  i niezasłużonym dobrem jest życie w rodzinie, która nie jest dotknięta nałogiem, nie mając uzależnionych rodziców, rodzeństwa, dziadków albo współmałżonka.

W wypowiedziach poszczególnych osób powtarzał się pewien schemat: łatwość wejścia w nałóg lub uzależnienie, stopniowe staczanie się bez świadomości tego, co się dzieje, ignorowanie uwag otoczenia aż do momentu osiągnięcia dna i stanu rozpaczy. I tu znajduje się miejsce na łaskę Bożą, gdy człowiek już nie ma własnych sił i zdolności powstania. Jak wiele wtedy może Pan Bóg zdziałać w życiu takiego bezradnego człowieka, jakże chętnie wysłuchuje nawet nieudolnej modlitwy „Boże, jeśli jesteś, ratuj, bo ja już nie mogę”.

Tych świadectw nie dało się słuchać bez wzruszenia. Z perspektywy opisywanego fragmentu życia, po latach trudu i cierpienia dopiero można ocenić i docenić bogactwo łaski, której doznali poszczególni uzależnieni i osoby uwikłane w ich nałóg.

Jakże nie zachwycić się, słuchając o wysiłkach żony, modlitwach babci, matki, które długo i uporczywie walczyły o ratowanie zagrożonego człowieka. Jak wielkim skarbem jest współmałżonek obdarzony taką wytrwałością, wiarą, wręcz heroiczną zdolnością do wytrwania, wspomaganą łaską Bożą. Oto jest świętość, na wyciągnięcie ręki. „Niedobrze jest człowiekowi być samemu” mówi pismo Święte i po wysłuchaniu tych świadectw trudno mieć tu jakąkolwiek wątpliwość.

Czy można Bożej Opatrzności dziękować za złośliwego raka? Okazuje się, że można. Dziękowała kobieta przy dziewiątej Stacji i tego bez łez nie dało się wysłuchać. Nawet z tak dramatycznej sytuacji Pan Bóg potrafił wyprowadzić dobro. Czy to możliwe? W tym konkretnym przypadku okazało się możliwe.

Po przejściu całej Drogi Krzyżowej zebrani uczestniczyli we Mszy świętej a następnie w Agapie. Rodziny Domowego Kościoła Rejonu Krosno, Brzozów i Rymanów przygotowały dania obiadowe, takie jak żurek, grochówkę, kompot oraz liczne ciasta. Następnie podstawiono autobusy, którymi można było bezpłatnie wrócić do Korczyny.

Droga Krzyżowa z Korczyny do ruin zamku Odrzykońskiego organizowana jest od lat i organizowana będzie nadal. Jeżeli ktoś jeszcze się waha, niech spojrzy na załączone zdjęcia i może nabierze ochoty do uczestnictwa, z wielkim pożytkiem dla swojego ducha, ciała i psychiki.

 

Wojciech Winnik

Fotorelacja