Rekolekcje pod Kilimandżaro

Rekolekcje wakacyjne w Tanzanii w zasadnie niczym wielkim się nie różnią od tych przeżywanych w Polsce. Oprócz tego, że w podziękowaniu za modlitwę dostaje się dwumetrową trzcinę cukrową, po Komunii tańczy się i śpiewa, a uczestnicy chcą udać się na ewangelizację już w pierwszym dniu rekolekcji. Takie właśnie doświadczenia miała w tym roku grupa dziesięciu osób z Polski, która pojechała poprowadzić pierwszy i drugi stopień ONŻ tuż u stóp Kilimandżaro.

Małpy na drodze

Lecimy nieco ponad pięć godzin z Polski do gorącego Dubaju. Do tej pory nie wiedzieliśmy, że w nocy może istnieć temperatura powyżej 35oC! Całe szczęście, że bogaci szejkowie zadbali o klimatyzację. Po nocy spędzonej na jednym z największych lotnisk świata odbywamy kolejny lot do Dar es Salaam, tanzańskiego miasta położonego na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego. Tam pakujemy się na niezawodnego land coursera i jedziemy na nocleg. Kolejny etap podróży to ostanie 550 km do przebycia. Policja zatrzymuje nas pięć razy, ale spokojnie, nie dostajemy żadnego mandatu. Po prostu chcą sobie pogadać. Takim rozmowom czasami przysłuchują się… małpy. Ich stada pojawiają się przy drodze na tle pięknego tanzańskiego krajobrazu i nie jest to nic nadzwyczajnego.

Pole pole

Przed nami ważne zadanie – wydrukowanie notatników dla uczestników rekolekcji. Punkt ksero, gdzie umówiliśmy się wcześniej na spotkanie jest zamknięty. Idziemy więc do innego i tam drukujemy pierwszy notatnik. Chcemy już go kserować i… prąd zostaje odcięty. Właściciel mówi, że elektryczność wróci. Może za godzinę, a może dopiero rano. Czeka nas więc trzecie podejście. Wsiadamy do dala-dala (tanzański sposób na komunikację miejską) i udajemy się w okolice szpitala z założeniem, że tam prąd przecież musi być. W następnej drukarni spędzamy około godziny i udaje nam się przygotować dwa notatniki, dogadać się co do ksera i tyle. Na jutro (piątek) powinny być gotowe. Mamy nadzieję, że nie usłyszymy „pole pole” (powoli powoli), tylko je odbierzemy sprawnie.

Ze względów praktycznych nie przywieźliśmy materiałów do dekoracji ośrodka z Polski, zatem trzeba było je kupić. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o zakupy w Tanzanii, sam wybór produktów nie trwa długo, ale znacznie bardziej kłopotliwe jest wytargowanie dobrej ceny. Krok po kroku można dojść do porozumienia, ale zajmuje to dość sporo czasu. Potem prasowanie, zbieranie kamieni, przyniesienie opon i kory bananowca. Tutaj nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko można znaleźć, a czego nie można znaleźć należy wymyślić. Materiały wieszamy na ścianach, z opon i stolika robimy konstrukcję, a z kory bananowca spływ wody. W ten sposób powstaje źródło – nieodzowny element dekoracji. Trzeba jeszcze tylko dodać Prawa Życia Duchowego, Słowo Życia i wszystko będzie gotowe na przybycie uczestników. Jest jeszcze trochę pracy, ale „pole pole” i damy radę, Pan Bóg nas prowadzi.

Początek

Za nami dzień przyjazdu i początek rekolekcji. W Polsce na rekolekcjach często trzeba dość mocno pokazać fakt, że Bóg naprawdę kocha człowieka, ale tutaj jest to oczywiste. Pierwsze rozmowy pokazały, że wiara w Boga nie musi być skomplikowana. Na pierwszym stopniu ONŻ pod koniec rekolekcji przewidziane są wyjścia ewangelizacyjne. Ale już dziś, na spotkaniu jednej z grup, dziewczyny pytały, jak mogą to robić – pierwszego dnia!

Jeden z fragmentów Biblii na spotkaniu w grupach był o poszukiwaniu zagubionej owcy (Łk 15,1-10). W męskiej grupie są uczestnicy na co dzień zajmujący się pasterstwem. Na pytanie, co pasterz powinien zrobić z takową, pada odpowiedź: „Wieczorem liczymy stado przy spędzaniu do zagrody. Chociaż „liczymy” nie tu jest najlepszym słowem; lepiej powiedzieć „sprawdzamy”. Chodzi o to, że pasterz wie której krowy nie ma i wie, że ta brakująca to np. czarna w białe łaty czy brązowa. Krowy mają swoje imiona, czasem opisowe, ale własne. Każda kolejna krowa nie jest po prostu sztuką w stadzie, ale ma swoją tożsamość, bardzo ważną dla pasterza. No i jeżeli liczba sztuk w stadzie się nie zgadza, trzeba wrócić i znaleźć te zagubione. Pasterz jest odpowiedzialny za swoje stado. Nawet jeśli musisz chodzić do północy, musisz to zrobić. Dopiero odnalezienie owcy daje ci możliwość powrotu do domu. Ta owca staje się dla Ciebie biletem powrotnym. Oczywiście po udanym powrocie wszyscy się cieszą i dziękują Bogu za to, że nic nie zginęło.”

Rozświetlanie ciemności

Nasze rekolekcje systematycznie idą do przodu. Dziś jest bardzo ważny moment – przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Podczas Mszy Świętej wszyscy aktywnie uczestniczą w procesji wejścia, tzn. za ministrantami i kapłanem każdy uczestnik podchodzi do ołtarza, któremu oddaje pokłon, zapala swoją świecę i wraca na miejsce. Ta procesja pozwala doświadczyć Chrystusa, który stopniowo rozjaśnia ciemność serca. Z każdą zapaloną świecą robiło się jaśniej!

Moment przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela w Komunii Świętej jest poprzedzony chwilą ciszy. Każdy, kto chce otworzyć serce Chrystusowi, krzyżuje ręce na swoich piersiach i w ten sposób trwa na modlitwie. Podchodzący do Komunii Świętej uczestnik trzyma w ręce zapaloną świecę i w ten sposób przyjmuje Światło, które rozpala jego życie. Ten, kto rzeczywiście doświadczył spotkania z Bogiem wie, że niesie ono tyle radości, że chce się śpiewać tańczyć, uwielbiać Pana. Co dopiero w Afryce! Uwielbienie po przyjęciu Jezusa jest momentem, w którym można wyśpiewać, wytańczyć i wykrzyczeć swoją radość, którą się właśnie otrzymało.

Na zakończenie Mszy Świętej odbywa się procesja ze świecami do figurki Maryi Niepokalanej. Śpiewamy pieśni uwielbienia, aby po raz kolejny wyrazić radość spotkania się z naszym Panem i Zbawicielem. Idąc po ciemku, w nocy, niosąc światło w ręce, można doświadczyć Boga, który rzeczywiście rozświetla serce. Po zakończonej modlitwie przy figurze Maryi uczestnicy zostają rozesłani do swoich pokoi ze świecami – ale co najważniejsze, wszystko odbywa się w ciszy, która będzie trwała do rana.

Droga krzyżowa w suahili

W dziewiątym dniu rekolekcji oazowych przeżywana jest tajemnica Drogi Krzyżowej Pana Jezusa, zatem również nasze wspólnoty podążają tym śladem. Mimo, że jako Polacy nie rozumiemy śpiewu w języku suahili wyczuwamy, że uczestnicy szczerze się nim modlą i przeżywają razem z Jezusem Jego Mękę. Droga Krzyżowa jest również przeżyciem dla mieszkańców miejscowości, przez które przechodzimy. W drodze do ośrodka spontanicznie rozpoczyna się kolejny wspólny śpiew.

Ważne wydarzenie dzieje się po zakończeniu Drogi Krzyżowej. Oazowicze zostają zaproszeni przez mężczyznę, który prosi o modlitwę dla swojej chorej żony oraz o błogosławieństwo w ich 45. rocznicę ślubu. Ów człowiek pochodzi z plemienia Chagga i stara się kultywować jego kulturę. Wybudował więc tradycyjny domek, w którym niebawem otworzy muzeum. Jako podziękowanie dla Oazy za odwiedziny, modlitwę i błogosławieństwo ofiaruje dwumetrową trzcinę cukrową.

Na nowo

Dziesiąty dzień rekolekcji jest bardzo ważny dla obu wspólnot. Dzisiaj odbywa się odnowienie przymierza Chrztu dla Oazy pierwszego stopnia. Po raz kolejny wspólnota przeżywa wymowną symbolikę światła – Jezusa, który rozświetla ciemności grzechu. W kompletnej ciemności celebrans wraz z asystą podchodzi do ołtarza i zapalana jest świeca Oazy. Po odnowieniu przyrzeczeń rozpoczyna się potężne uwielbienia Pana Boga! Spontaniczna radość, śpiewy, okrzyki i tańce – w ten sposób wyrażamy radość z tego, że Chrystus rzeczywiście zmartwychwstał i dał nam tego doświadczyć. Natomiast wieczór, a w zasadzie bardziej noc, jest dla Oazy drugiego stopnia czasem, w którym przeżywają pamiątkę wyjścia Izraelitów z niewoli egipskiej. Godzina 2:00 (w nocy) jest najodpowiedniejszą porą, aby rozpocząć Paschę na cześć Pana. Po spożyciu baranka, macy oraz gorzkich ziół, nasi dzielni oazowicze wyruszają na nocną wędrówkę. W trakcie naszego wyjścia zaczyna padać deszcz, przez co teren obok rzeki jest mocno podmokły i nie udaje się do niej zejść. Tylko jedna osoba ze wspólnoty jest w stanie zanurzyć niej świecę Oazy oraz nabrać wody do odnowienia przymierza chrztu. Na zakończenie wszyscy przybywają do kościoła, gdzie rozpoczną się ostatnia stacja – uroczysta Eucharystia. Mimo całonocnej wędrówki humory bardzo dopisują i daje się wyczuć radość ze spotkania ze Zmartwychwstałym.

Jedność

Po krótkiej nocy, poprzedzonej czuwaniem i modlitwą do Ducha Świętego, wstajemy punkt 6:00. W czasie porannego spotkania padają bardzo ważne słowa o tym, że jedność Kościoła jest bardzo mocnym świadectwem dla świata. Nasze świadectwo jest możliwe, choć jesteśmy z różnych krajów i mamy inny kolor skóry. Jednocześnie sami z siebie nie jesteśmy w stanie tej jedności zbudować – prosimy o Ducha Świętego.

Kolejny etap to podróż naszych dwóch wspólnot z Kibosho do Moshi na Dzień Wspólnoty. Daleko nie jest, podstawione autobusy dala-dala sprawują się doskonale. Podróż mija bardzo szybko, dużo śpiewamy, jest raczej głośniej niż ciszej. Dojeżdżamy na miejsce, czyli do katedry i zaczynamy Eucharystię – przygotowany śpiew, taniec i asysta liturgiczna pozwalają wejść w to wielkie misterium i z niego czerpać. Po strawie dla ducha, należy się coś dla ciała – idziemy do salki przy parafii, wyciągamy chleb, masło orzechowe, dżem i robimy kanapki. Smakują wybornie, a humory dopisują!

Godzina Odpowiedzialności i Misji również miała być w katedrze, ale okazało się nagle, że jest tam Msza Święta i trzeba było zmienić plany. This is Africa! Słuchamy więc świadectwa Agnes, która w ubiegłym roku zrezygnowała z picia alkoholu. Opowiada o tym, jakie trudności miała przez to czasem w domu. Okazuje się, że w Afryce zwyczaj picia i nadużywania napojów procentowych jest obecny, podobnie jak w Polsce. Po zakończeniu mamy czas wolny na pospacerowanie po mieście, kupienie pamiątek czy bananów, które są tutaj bardzo smaczne i bardzo tanie. Nic tylko kupować i jeść!

Wracamy do Kibosho na kolację i uwielbienie Pana Boga za wszystko, co nam dał w czasie tego dnia. On jest bardzo dobry! Jakby na potwierdzenie tej dobroci ukazuje nam się w całej krasie góra Kilimandżaro, które zwykle chowa się za chmurami.

Agape

Ostatni dzień rekolekcji jest bardzo ważny, stanowi ukoronowanie oraz podsumowanie całej oazy. Jednym z niebezpieczeństw jest zbytnie przejęcie się przygotowywaniem kolacji, agapy, zabawy a tym samym zgubienie Jezusa. Bardzo ważne stwierdzenie księdza: – Ci ludzie mają dziś spotkać się z Chrystusem, reszta jest mniej ważna. To uspokaja. Eucharystia, którą przeżywamy tego dnia, to prawdziwe święto radości. Kazanie mówi ks. Denis, miejscowy kapłan. Zwraca uwagę na wszystkie elementy dekoracji, które przygotowywaliśmy przed rekolekcjami, to mocno potwierdza sens trudu włożonego w pracę. Po zakończonej Eucharystii robimy wspólne zdjęcia i idziemy na salę, gdzie nas czeka oficjalne rozpoczęcie imprezy – tym razem po polsku – polonezem. Nasi Afrykańscy przyjaciele uczyli się tego tańca na pogodnych wieczorach; wychodził raczej śmiesznie niż dostojnie. No cóż, inna kultura i rytm. Po tym rozpoczęciu tańczymy różne tańce integracyjne, które w Afryce są jak znalazł. Punktualnie o 18:00 zaczynamy kolację, czyli o 18:20 – pole pole. Jest przepyszna: kurczak, owoce, pieczone banany i ziemniaki oraz zieleninka, palce lizać. Po kolacji wracamy na aulę, gdzie kontynuujemy naszą zabawę. Teraz następują podziękowania dla animatorów, księdza oraz uczestników. Jest to naprawdę piękne, kiedy po 15 dniach słyszysz Dziekuje badzo i wiesz, że posługa miała sens. Wielką niespodziankę przygotował dla całej diakonii Richard; po obiedzie pobiegł kilkanaście kilometrów w jedną stronę, aby kupić pamiątki dla gości z Polski. Nie wiadomo czy jechał jakimś transportem, ale na 100% w jedną stronę szedł na nogach. Byliśmy mega wzruszeni. Jedna z rzeczy, która różni agapę w Polsce od tej, której doświadczyliśmy w Tanzanii to podziękowania – uczestnicy przygotowali albo przemowy albo piosenki (czasem spontaniczne), żeby powiedzieć, że naprawdę dziękują. Trwało to chyba około 45 minut, ale nie dłużyło się. Czasem treść czy forma tych utworów nie była najlepsza, ale to jest nieważne w zestawieniu z tym, że płynęły prosto ze szczerego serca i cisnęły łzy do oczu i radość do serca.

Warto wspomnieć o wielkiej odpowiedzialności i chęci pomocy przez naszych uczestników – po zakończonych rekolekcjach nie było dla nich problemem zostać kilka godzin, wyprać wszystkie materiały, pomóc w sprzątaniu czy po prostu jeszcze porozmawiać obiecując sobie, że w przyszłości się spotkamy. Mało realne? Nie prawda. Najpóźniej nasze spotkanie nastąpi w niebie! Amen!

Ps. God is good – All the time. To zdanie najlepiej streszcza całe rekolekcje. Bóg jest niesamowity i rzeczywiście pozwolił nam doświadczyć znacznie więcej, niż można to było sobie wyobrazić!

Ela Jasina, Piotr Babiarz