Znak Fos-Zoe nie jest używany wyłącznie w Ruchu Światło-Życie. Zaczerpnięto go ze starochrześcijańskich krypt, a dziś można go oglądać np. w Kafarnaum w Ziemi Świętej.

Dwa greckie słowa, skrzyżowane w znaku omega, oznaczające światło i życie, ukazują głęboką treść. Po pierwsze odczytujemy je jako znak jedności. Dwie rzeczywistości: światła i życia, są ze sobą nierozdzielnie splecione. Dlatego też w nazwie Ruchu pisane są z tzw. dywizem, czyli krótką pauzą. Nie używa się spójnika „i”. Co z tego wynika? Jedność zawarta w znaku powinna rzeczywiście przenikać życie chrześcijanina. Nie może być rozdźwięku między tymi rzeczywistościami. Jest to wyznacznik dojrzałego chrześcijaństwa i w pewnym sensie cel, do którego wszyscy zmierzamy. Zatem Fos-Zoe to znak zobowiązujący. Światło, które otrzymujemy, powinno przenikać nasze życie.

 

Harmonia w codzienności

Ks. Franciszek Blachnicki wskazał dwie podstawowe potrzeby człowieka, których zaspokojenie czyni go szczęśliwym i spełnionym; to prawda i życie. Człowiek potrzebuje życia, które jest podporządkowane wymaganiom prawdy i potrzebuje prawdy, która określa jego życie. Brak tych dwóch rzeczywistości sprowadza życie człowieka do wegetacji na poziomie biologicznym i emocjonalnym. Dopiero odkrycie prawdy i podporządkowanie jej swego życia prowadzi w pewnym sensie do pełni człowieczeństwa. Arystoteles utożsamiał prawdę z dobrem; prawda i dobro to rzeczywistości, które nie mogą bez siebie istnieć. Można zatem przyjąć, w pewnym uproszczeniu, że to co jest prawdą, jest jednocześnie dobrem. Człowiek jest człowiekiem wówczas, gdy pragnie realizować w swoim życiu dobro. Skąd je wziąć? Na podstawie wymagań prawdy.

Tylko to, co jest prawdą, jest jednocześnie dobrem dla człowieka. Pragnienie szczęścia – jak mówił św. Augustyn – jest wspólną cechą wszystkich bez wyjątku ludzi. Jednak ludzie różnie rozumieją szczęście. Bardzo często szukają rzeczywistości, które tylko pozornie dają szczęście, a tak naprawdę głęboko unieszczęśliwiają. Zatem ten, kto nie zna wymagań prawdy, będzie sięgał po używki, pogrążał się w nałogi. Pragnienie szczęścia, bez odkrycia prawdy, będzie zawsze kierowało w stronę szybkich i łatwych przyjemności. Nasze czasy są pod tym względem wyjątkowe, ponieważ dzisiaj człowiek chce mieć szczęście natychmiast, od razu. Powszechnie obowiązuje mentalność supermarketu; wszystko musi być dostępne od ręki. Inną cechą tej mentalności jest wybiórczość: to mi się podoba – wezmę, to nie – zostawię. W ten sposób podchodzi się właściwie do wszystkiego: moralności, przykazań, zasad.

Samoodniesienie

Dzisiejszy człowiek bardzo często sam kreuje  sobie obraz Boga. Ma swoją prawdę i jednocześnie uznaje, że każdy ma prawo do takiej „swojej” prawdy. Każdy ma zatem prawdę taką, jak mu się podoba. Nie uznaje wartości obiektywnie prawdziwych, nie rozróżnia jednoznacznie dobra i zła. W ten sposób oszukuje samego siebie i innych, ponieważ kłamstwo przedstawia jako prawdę. My, jako oazowicze nie będziemy od razu kryształowi i idealni. To tak nie działa. W naszym życiu nie zawsze całe otrzymane światło przekłada się na czyny. Jesteśmy słabi, grzeszymy, upadamy. Pan Bóg nie wymaga, byśmy przestali upadać – nie jesteśmy w stanie. Wymaga, by prawdę uznać i poznać. Współczesny człowiek napotyka w tym miejscu poważny problem, bo sam chce być dla siebie źródłem prawdy, stanowienia prawa. Dodatkowo zwykle potrafi te swoje racje znakomicie wytłumaczyć, a im ktoś bardziej inteligentny, tym lepiej potrafi oszukiwać siebie samego.

Najważniejszym jest uznanie, że źródło prawdy nie jest we mnie, ale poza mną. Dramatem człowieka jest to, że nie poznał prawdy. Nie wie zatem, jak powinien żyć. Skutkiem takiej postawy jest oddalenie się od Boga, nawet mimo tradycyjnego zachowania praktyk religijnych. W takim przypadku nawet regularne chodzenie do kościoła w żaden sposób nie wpływa na zmianę życia. Jest jedynie pustym powtarzaniem gestów, które dla samego zainteresowanego dawno straciły znaczenie.

Poznanie

Nieznajomość prawdy może być zawiniona, lub niezawiniona. W pierwszym przypadku człowiek odrzuca możliwość poznania. W drugim jego niewiedza wynika z tego, że nikt mu prawdy nie głosił. Najbardziej dramatyczna jest jednak sytuacja, gdy człowiek zna prawdę, ale ją w pełni świadomie odrzuca. Nie chodzi tu o słabość ludzką, gdy upada się z powodu własnych niedoskonałości; mowa o sytuacji gdy ktoś wie, że robi źle i brnie zatwardziale w popełniany błąd. Bardzo łatwo wówczas przychodzi dostosowanie moralności do poszczególnych ról spełnianych w życiu: „jako katolik zgadzam się z nauczaniem Kościoła, ale jako lekarz/urzędnik/nauczyciel (itp.) mam odmienne zdanie”. Nieuchronne wydaje się w takim przypadku pytanie: kim ty jesteś, człowieku? Gdzie jesteś prawdziwy?

Zakłamanie i rozdzielenie ról, szczególnie w naszej ojczyźnie było zasadą w okresie rządów komunistów. Oficjalnie należało mieć światopogląd ateistyczny, sakramenty można było przyjmować dyskretnie i najlepiej bez świadków. Systemowe łamanie sumień zmuszało człowieka wychowanego tradycyjnie do odgrywania w różnych miejscach różnych ról. Nie wszyscy ulegali tej presji, jednak wielu nie  umiało się przeciwstawić. I tak przyzwyczajano ludzi do tego, że Panu Bogu świeczkę i… partii ogarek. Jak to wygląda dzisiaj? Na przykład: jestem pobożnym katolikiem, ale nie przeszkadza mi to, żeby okradać zakład pracy.

Kucany katolicyzm

Jest taka kategoria ludzi, którzy w czasie konsekracji, na Mszy świętej, kucają sobie. Trzeba się zniżyć, żeby nie zwracać uwagi, ale ponieważ nie wiedzą, przed czym mieli by uklęknąć, więc kucają. To dobre odzwierciedlenie dzisiejszej mentalności bardzo wielu katolików. Śp. ks. Jan Kaczkowski mówił o takich, że owszem – jak wyjadą z kościoła to nie zabiją od razu, nie okradną, nie napadną na sąsiada. Jednak wziąć z pracy śrubkę czy bandaże, to dla nich żaden problemem. Brak jest zasad. Nie ma światła, które przenika wszystkie okoliczności życia. Pan Jezus mówił wyraźnie: „kto w małych rzeczach jest wierny, ten i w wielkich wierny będzie” (Łk 16,10). „Jestem katolikiem, ale…”, to smutna rzeczywistość człowieka, który zna prawdę, wie jak powinien postępować, ale w sposób systemowy, zamierzony i świadomy robi zupełnie co innego.

Ten, który nie żyje według poznanej prawdy, kieruje się instynktami. Tym się różni człowiek od innych istot żyjących, że oprócz instynktu posiada rozum, którym się kieruje. W życiu codziennym można to wyrazić przy pomocy słowa „chcę” lub „chce mi się”. Jeżeli ktoś częściej używa tej drugiej formy, to znaczy, że bardziej kieruje się instynktami, niż poznaną prawdą i swoją wolą. Prawdę odkrywa się za pomocą rozumu i nie ma przy tym znaczenia, czy człowiek jest wierzący, czy nie. Istnieją prawdy uniwersalne, do których mamy dostęp za pomocą samego tylko rozumu: nie powinno się zabijać, kraść, cudzołożyć, kłamać. To druga tablica dekalogu; prawdy uniwersalne, które zasadniczo są wspólne dla całej ludzkości.

Światła

Pierwsze światło, to światło rozumu. Najbardziej podstawowe i dostępne każdemu człowiekowi. Drugie, zbieżne z pierwszym, to światło sumienia. Rozum poznaje jakąś prawdę, a sumienie nakłania człowieka do jej zastosowania. Jest siedliskiem ludzkiej woli, mówi, co jest dobre, a co złe. Sumienie działa uprzednio względem czynu lub następczo (wyrzuty sumienia). Podobnie jak rozum, jest wspólne wszystkim istotom ludzkim.  Pan Bóg objawia swoją prawdę na różnych poziomach. Wymienione tu rozum i sumienie to poziom naturalny. Wiemy, że istnieje prawo naturalne, najbardziej podstawowe ze wszystkich praw. Pochodzi ono od Boga, ale dostępne jest wszystkim ludziom, nawet niewierzącym. Dlatego nie możemy sobie dać wmówić np., że ochrona życia jest kwestią wierzących. Nie. Jest kwestią ludzi, którzy używają rozumu i sumienia, ponieważ prawo naturalne mówi, że człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. I nie używa się tu argumentów teologicznych czy biblijnych, ponieważ ten postulat wynika wprost z prawa naturalnego, prawa do życia.

Kolejne światła, o których będzie mowa, dostępne są tylko ludziom wierzącym. Jest to przede wszystkim światło Bożego Słowa. Odkrywamy prawdę objawioną w Piśmie Świętym i podporządkowujemy jej swoje życie. Szczególny rodzaj Słowa Bożego to Słowo, które stało się Ciałem. Jezus Chrystus jest dla nas źródłem światła, któremu się poddajemy czyniąc je treścią naszego życia. Nie zapominamy także o świetle Kościoła, który jest nazwany w konstytucji soborowej „Lumen gentium” (światło narodów). To w Kościele Boże Słowo i Chrystus są żywe i nieustannie działają. Kiedy podporządkujemy źródłom światła, czyli prawdzie, nasze życie, jesteśmy na dobrej drodze. Jedność światła i życia w nas się objawi. Nie jest to łatwe, jednak znak Fos-Zoe niesie zapewnienie wsparcia Ducha Świętego. Oba słowa łączą się bowiem w literze omega, która w starochrześcijańskiej symbolice oznaczała właśnie trzecią osobę Trójcy Świętej. Człowiek sam nie jest w stanie spowodować w sobie jedność światła i życia. Z pomocą przychodzi Duch Święty, który jest sprawcą tej jedności w nas.

Wychowanie

Proces wychowania człowieka kończy się wraz z jego śmiercią. Dla ludzi dorosłych jest to proces autoformacji, który powinien prowadzić do pełnej jedności światła i życia. Warto zatem w życiu codziennym, w sytuacjach dla nas niejasnych lub wątpliwych, obejrzeć je w promieniach światła, o których tu była mowa. Czy np. można udawać chorego i przynieść do pracy zwolnienie lekarskie, by wyjechać na rekolekcje? Zasada teologii moralnej jest bardzo prosta – cel nie uświęca środków. Niestety łatwo Polakom przychodzi oszukiwanie państwa, co jest spuścizną czasów komunistycznych, kiedy państwowe oznaczało niczyje. Z czasów zaborów pochodzi natomiast przekonanie, że przedstawiciel władzy to wróg, a obywatelska nieuczciwość była formą walki z zaborcą. Te konotacje pozostały w nas głęboko.

Grzech nigdy nie jest jedynym wyjściem. Złe moralnie działanie nie może być środkiem do osiągnięcia moralnie dobrych skutków. To jest droga na skróty, w której odzywa się współczesna mentalność supermarketu: wszystko muszę mieć natychmiast. Poza wartościowaniem moralnym warto również pamiętać, że prawo stanowione, świeckie, obowiązuje w sumieniu pod określonymi warunkami. Obowiązuje zatem, gdy jest ustanawiane przez legalną władzę, moralnie dobre, wykonalne i nie jest sprzeczne z prawem objawionym. To ważna wskazówka w sytuacjach, które subiektywnie wydają się niesprawiedliwe lub nadmiernie uciążliwe i jako takie skłaniają do obchodzenia lub wprost łamania prawa stanowionego.

Na podstawie katechezy ks. F. Blachnickiego
opracowanie: redakcja