Głównym celem liturgii nie jest nauczanie, ani nawet wtajemniczenie, ale włączenie człowieka w misterium zbawienia i oddanie chwały Bogu. Jednocześnie jej żywotność i dynamizm, z których wypływa cała działalność Kościoła, sprawia, że celebracje stają się polem oraz narzędziem do przekazu wiary i mistagogii.

 

Jeśli o teorię chodzi, to dwie podstawowe rzeczywistości życia Kościoła ­– liturgia oraz ewangelizacja – pozostają ze sobą w ścisłej symbiozie. W praktyce przykładem sporu między stereotypowym liturgistą i ewangelizatorem nie musi być wydarzenie pokroju spotkań w Lednicy (choć często bywa), Wakacyjnej Ewangelizacji Bieszczadów, czy innych akcji ewangelizacyjnych. Problem objawia się także w parafii, gdy w zaangażowanej apostolsko grupie zrodzą się odmienne – czy wręcz przeciwstawne – koncepcje przygotowania liturgii przy okazji np. rekolekcji parafialnych. Batalię wywołać może chociażby kwestia doboru pieśni na Mszę, z odwiecznym dylematem w tle: czy Panu Bogu rzeczywiście tak zależy, żeby to były wyłącznie pieśni z zatwierdzonych śpiewników?

Pominięcie zaleceń liturgicznych wynika najczęściej z chwalebnych intencji: aby skuteczniej docierać do ludzi z Ewangelią. Kościół poprzez kolejnych papieży usilnie zachęca do podejmowania nowej ewangelizacji, jednocześnie zabrania uatrakcyjniania liturgii na własną rękę. W zasadzie w każdej celebracji jest miejsce na czytanie z Pisma Świętego, a więc Słowo Boże głoszone jest i tak – to samo wczoraj, dziś i jutro. Przed i po soborze.

Prowokująca liturgia

Jak mówił św. Jan Paweł II w 1979 r. w Nowej Hucie, „nowość” nowej ewangelizacji realizować się ma w nowym zapale, nowych metodach i nowych środkach wyrazu. Chodzi więc m.in. o formę. Kilkanaście lat wcześniej, na II Soborze Watykańskim sformułowano podobną myśl w stosunku do liturgii. Postulując odnowę liturgiczną, Ojcowie Soborowi mówili, że liturgia składa się części: niezmiennych, pochodzących z Bożego ustanowienia oraz z części podlegających zmianom, które powinny być z biegiem czasu zmieniane, by lepiej odpowiadać naturze liturgii oraz jasno wyrażać tajemnice, których są znakiem. Można więc powiedzieć, że w odnowionej liturgii, tak jak i w nowej ewangelizacji (choć kolejność jest raczej odwrotna) chodzi o nowego ducha i nowe środki wyrazu.

Problem tego, «jak ewangelizować» pozostaje stale aktualny, bo sposoby ewangelizowania zmieniają się w zależności od okoliczności czasu, miejsca i kultury ludzi. Te różnice domagają się od nas ich odkrycia i przystosowania. Przede wszystkim na nas, Pasterzach Kościoła, ciąży obowiązek odważnego, mądrego i wiernego względem treści zawartej w ewangelizacji szukania nowych sposobów, jak najbardziej przydatnych i skutecznych w niesieniu ludziom współczesnym ewangelicznej nowiny” – pisał Paweł VI w Evangeli Nuntiandi (40).

Kościół stale podejmuje refleksję nad tym problemem. Mówił o tym przewodniczący papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji, abp Rino Fisichella, podczas IV Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji: „Powinniśmy w istocie prowokować do refleksji nad sensem życia i śmierci, sensem życia po śmierci; wokół tych kwestii, które naznaczają egzystencję i określają tożsamość każdego, nie może zabraknąć Jezusa Chrystusa. Jeśli przesłanie głoszone w nowej ewangelizacji nie będzie zawierało czynnika tajemnicy, w którą spowite jest życie, i która włącza nas w nieskończoną tajemnicę boskości Jezusa Chrystusa, nie będzie miało skuteczności niezbędnej do tego, aby wymagać odpowiedzi wiary” – mówił Arcybiskup.

Nierozdzielne przestrzenie

„Jeżeli nie poprowadzimy człowieka do najbardziej podstawowych, osobistych pytań, to ciągle jeszcze nie ma ewangelizacji” – twierdzi metropolita łódzki i przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP, abp Grzegorz Ryś. – „Nieraz sięgamy po oprawę liturgiczną dla uroczystości, które niewiele mają wspólnego z wiarą. Nie mamy innych form wyrazu więc sięgamy po te. Wtedy się robi jakaś akademia religijna i trudno to nazwać ewangelizacją. Ewangelizacja musi prowadzić do tego, żeby człowiek stanął twarzą w twarz z Panem Jezusem”.

„Centralny charakter Mszy Świętej nie może podlegać dyskusji. Ale nie jest dobrze, jeśli brakuje innych nabożeństw, liturgicznych i pozaliturgicznych. Niekiedy wszystko, co się da zrobić w Kościele, robi się wokół Mszy. Nawet gdy są to różne paraświeckie uroczystości, jak podziękowania dla proboszcza czy witanie początku roku szkolnego, czy coś jeszcze, to może prowadzić wręcz do trywializowania Mszy świętej.” ­– dopowiada liturgista, o. Maciej Zachara MIC.

W planowaniu działalności duszpasterskiej w parafii bardzo łatwo można zapomnieć, że głównym celem liturgii nie jest nauczanie, ani nawet wtajemniczenie, ale włączenie człowieka w misterium zbawienia i oddanie chwały Bogu. Jednocześnie żywotność i dynamizm liturgii, z której wypływa cała działalność Kościoła, sprawia, że celebracje stają się polem oraz narzędziem do przekazu wiary i mistagogii.

Od początków działalności Kościoła widoczny był organiczny związek liturgii z misją głoszenia. Zbawienie było nie tylko głoszone, ale dokonywało się i uobecniało podczas wspólnej modlitwy i łamaniu chleba. Jednocześnie doświadczenie spotkania ze Zmartwychwstałym, obecnym w konsekrowanym chlebie, przez wieki dawało kolejnym pokoleniom apostołów, misjonarzy i ewangelizatorów, siłę by iść i głosić. Dlatego rozdzielenie liturgii i ewangelizacji oznaczałoby niezrozumienie Kościoła.

Aby Pan błyszczał bardziej niż szafarz

Najbardziej oczywistą przestrzenią do ewangelizacji w ramach liturgii jest oczywiście homilia, o czym pisał już bł. Paweł VI. „To przepowiadanie, w szczególny sposób włączone w celebrę eucharystyczną, którą bezpośrednio przygotowuje i skąd czerpie swą osobliwą siłę i moc, spełnia, bez wątpienia pierwszorzędne zadanie ewangelizacyjne, o ile ujawnia głęboką wiarę przepowiadającego i przepojone jest miłością. Wierni […] wiele od niej oczekują i korzystają, byle była prosta, przejrzysta, bezpośrednia, przystosowana, oparta i zakorzeniona w nauce Ewangelii, jak również wierna Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, natchniona i wyrażona apostolską żarliwością, […]. Homilia, która posiada te przymioty, głoszona co niedzielę, ożywia i umacnia liczne wspólnoty czy to parafialne, czy inne” (EN 43).

Papież przypominał także, że homilie głosić należy nie tylko podczas Mszy Świętych, lecz także podczas innych obrzędów i celebracji liturgicznych. Zwracał również uwagę, aby dla pełnej skuteczności duszpasterskiej homilii poznać i wprowadzać w życie wymogi stawiane homiletom przez Kościół. Wymogi te przypomnieli niedawno polscy biskupi, ogłaszając „Wskazania KEP dotyczące homilii mszalnej”. Episkopat przypomniał między innymi, że „osoba świecka nie może przekazywać jakichś informacji lub nawet świadectwa w miejscu homilii”, co powinno mieć miejsce poza celebracją eucharystyczną. Jedynie w razie poważnej przyczyny można to umieścić dopiero po modlitwie po komunii, co jednak nie może stać się zwyczajem. Jednocześnie wszelkie przemówienia czy świadectwa osób świeckich podczas Mszy mogą być wygłoszone „tylko z poza prezbiterium, a nigdy z ambony” (Por. pkt. 8-10. 14-15).

Szczególną uwagę poświęcił homilii papież Franciszek w Evangelii Gaudium. „Homilia nie może być spektaklem rozrywkowym, nie kieruje się też logiką przekazów medialnych, ale powinna wzbudzić zapał i nadać sens celebracji. Stanowi ona szczególny rodzaj, ponieważ chodzi o przepowiadanie słowa w ramach celebracji liturgicznej. Stąd powinna być krótka i powinna unikać sprawiania wrażenia, że jest jakąś konferencją lub lekcją” (138). Papież przestrzega jednak przed uczynieniem z tej części celebracji istoty Mszy, którą stanowi przecież spotkanie z Chrystusem w Komunii Świętej. Samo to jest jednocześnie realizacją celu ewangelizacji – doprowadzenia człowieka do spotkania z kochającym Bogiem. „Wymaga to, aby słowo kaznodziei nie zajmowało nadmiernego czasu, aby Pan błyszczał bardziej niż szafarz”.

Gdyby w naszym przekazie było tak, że jest Słowo, które ukazujemy w kontekście liturgii, czyli to Słowo się dzieje teraz” – mówi abp Ryś – „żeby to pokazać ludziom, że to słowo, ta Ewangelia, którą przed chwilą odczytaliśmy nie stała się lat temu dwa tysiące, tylko teraz się dzieje, że Pan Jezus nas zaprasza do środka tego wydarzenia, którego właśnie jesteśmy świadkami i pokazać związek między tym i życiem w ciągu całego tygodnia, to już jest więcej, niż trzeba i być może więcej, niż potrafimy”.

 

Liturgia celem ewangelizacji

Oprócz homilii, olbrzymi potencjał ewangelizacyjny tkwi w obrzędach, takich jak chrzest, ślub czy pogrzeb, w których uczestniczą także ludzie „duchowo obojętni”, czy też doniosłe momenty roku liturgicznego, jak najważniejsze święta czy rekolekcje. Pozornie dobrym pomysłem wydawałoby się takie dostosowanie obrzędów, by wykorzystać obecność tych ludzi, niepojawiających się regularnie w kościele, do bardziej intensywnego czy skutecznego głoszenia orędzia zbawienia. Wygłaszane przy takich okazjach słowo kapłana rzeczywiście daje takie możliwości. Jednocześnie sam ryt danego obrzędu niesie za pośrednictwem znaków liturgicznych treści, które odpowiadają na egzystencjalne, choć nie zawsze świadome pragnienia ludzkie. „Ewangelizacyjna skuteczność” będzie więc zależała nie tyle od prób dodawania pozornie bardziej atrakcyjnych elementów (np. „młodzieżowej muzyki” na rekolekcjach szkolnych), co raczej od jasnego i czytelnego przesłania sprawowanych obrzędów.

„Wielu duszpasterzy widzi, że część wiernych po prostu nie rozumie liturgii, nierzadko dlatego, że nie otrzymała dojrzałego wprowadzenia w wiarę, stąd próba uczynienia liturgii jakby bardziej katechizującą czy ewangelizującą. Ale to zły kierunek” – twierdzi o. Zachara. – „Liturgia nie jest ani ewangelizacją, ani katechezą, ona jest dla nich punktem dojścia. Punkt ciężkości powinien być inny: szukać takich form duszpasterstwa, które pozwalałyby na dojście do wiary dojrzałej i w ten sposób niejako wprowadzałyby do pełnego uczestnictwa w liturgii”.

Ponieważ „z liturgii, a głównie z Eucharystii, jako ze źródła spływa na nas łaska i z największą skutecznością przez nią dokonuje się uświęcenie człowieka w Chrystusie i uwielbienie Boga, które jest celem wszystkich innych dzieł Kościoła” (KL 10), również misji głoszenia Dobrej Nowiny, dlatego liturgia uważana jest za centrum, szczyt i źródło życia Kościoła. Stąd rodzi się postulat, by nie traktować jej jako środka podporządkowanego pozaliturgicznym akcjom. Tak dzieła miłosierdzia, jak i inicjatywy modlitewne i pokutne czy w końcu wysiłki ewangelizacyjne, wypływać i prowadzić powinny do liturgii, przestrzeni, w której najpełniej dokonuje się spotkanie Boga z człowiekiem.

Wojciech Urban
Foto: Anita Dzierzgowska