Świętowanie to w gruncie rzeczy taki skomplikowany system naczyń połączonych. Tyle się na nie składa. Jego wzory i antywzory są wraz z tradycją, kulturą, powoli w nas zapisywane. Czy fakt, że jestem w Ruchu, wpływa na sposób mojego świętowania? Czy oazowicz świętuje inaczej niż jakikolwiek inny katolik?

Właściwy sposób

Wyraźnie widać, że Ojciec Franciszek szukał okazji do świętowania, do tworzenia małych, wspólnotowych tradycji. Gdyby tak nie było, nie powstałby we wspólnocie INMK zwyczaj losowania błogosławieństw w dniu Wszystkich Świętych. W archiwum można odnaleźć zdjęcia z jego imienin, ze spotkań z gośćmi i przyjaciółmi przy starannie, choć skromnie (ale nie, nie musztardówkami), nakrytym stole. Rytm życia wyznaczał rok liturgiczny i jego kolejne wydarzenia. Ojciec zawsze starał się, by przeżywać je we właściwy sposób. Bardzo krytycznie patrzył na niektóre zastane zwyczaje, jak choćby na rozmywanie znaku wigilii Świąt Bożego Narodzenia poprzez jej wcześniejsze (czasem wielokrotne) przeżywanie, na prymat Sylwestra nad liturgiczną uroczystością Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. Tak ważne dni jak Triduum Paschalne połączył z rekolekcjami formacyjnymi, żeby raz w życiu móc w pełni doświadczyć ich głębi i już nigdy nie przeżywać ich byle jak. Zesłanie Ducha Świętego podkreślił kolejnym triduum. Cały system związany z dniami wspólnoty miał zawsze aspekty celebrowania charyzmatu spotkania z Bogiem i bliźnim.

Od ks. Franciszka przyjęłam krytyczne spojrzenie na to, jak przeżywa się różne święta,  i co w życiu powinno się świętować. Co jest ważne, a co mniej, a co w ogóle lepiej pominąć. Uczyłam się z nim świadomego życia i oazowego stylu życia. Bo faktem jest, że sposób świętowania i powody do świętowania wyznaczają nasz styl życia. Na pewno oczywiste różnice w sposobie świętowania wynikają z Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. W naszej rodzinie na przykład w ogóle zanikł zwyczaj składania życzeń i przemawiania z kieliszkiem wzniesionym w dłoni. Do tego dochodzi styl i treść  składanych życzeń czy gratulacji.

Spotkanie

W Ruchu istotna jest zasada jedności, spójności światła i życia. Mądrze nazywa się to pedagogiką holistyczną, tak ważną dla Ojca. Dla mnie oznacza to, że w życiu wszystkie jego elementy muszą się ze sobą zgadzać, muszą tworzyć całość. Praca ze świętowaniem, świętowanie z budowaniem wspólnoty i królestwa Bożego. Każde przeżycie jak kolejna nitka tworzy coraz mocniejszą i barwniejszą tkaninę o czasem zaskakującym wzorze. Zatem, jeśli chodzi o świętowanie, sztuka polega na tym, żeby się nie zatrzymać na etapie przygotowań. Kiedy już wszytko lśni i dekoracja oszałamia, kreacje zatykają dech w piersiach, a potrawy swoim wyglądem i zapachem zapewniają o czekających nas rozkoszach, nieuchronnie przyjdzie moment spotkania z drugim człowiekiem. I to jest czas święta, reszta to tylko opakowanie.

Spotkania z nieznajomymi na imprezach firmowych czy okazyjnych wydarzeniach typu wesele czy duży zjazd rodzinny to jednak wyzwanie zupełnie  innego typu niż uświęcone tradycją chwile spędzane w gronie najbliższej rodziny (stwierdzenie pana Y, przy którym lekko uniesiemy brew, w ustach mamy, brata, siostry czy ciotki niekiedy zamienia się w broń masowego rażenia). Święta tworzą ludzie. Gdy na co dzień nie ma dobrych intencji, szczerości i sympatii, trudno wyczarować niezwykły nastrój w kilka chwil. Poradnictwo wszelkiego sortu oferuje tysiące porad jak przetrwać kolejną Wigilię (chyba jest najtrudniejsza), ale i pomniejsze spotkania. Przypominają, że święta powinny być łaskawe dla wszystkich, i że pomogą nam się do nich przygotować. Czyli odegrać dobrze znany spektakl, by mieć święty spokój do następnego roku. Przede wszystkim dyplomacja i podtrzymanie miłej atmosfery – wszak za kilka godzin dalej nie będziemy się sobą interesować.

Można tam znaleźć „x” podpowiedzi, jak radzić sobie z niezwykle taktownymi pytaniami typu: kiedy w końcu znajdziesz sobie porządnego chłopaka/dziewczynę?; zmieniłeś tę nędzną robotę?; już nie czas na dziecko? Jeśli rzeczywiście ma się niezwykle trudną rodzinę, zdecydowanie warto poznać i stosować niektóre sposoby odwrócenia uwagi. Ale święta to tylko mały detal na tle czegoś znacznie większego. Ważna jest stała, codzienna troska o wzbudzanie dobrych intencji, o szczerość w relacjach, nieustanna praca nad ich budowaniem i podtrzymywaniem. Nieważne, czy będzie to wejście w małe, dobrze znane rodzinne grono, duże towarzystwo na wspólnotowym balu czy też grupę zasadniczo nieznanych ludzi. Ważniejsze od tego, co mnie tam spotka, jest to, jaka tam wejdę, z jakim założeniem i z jakim przygotowaniem. Na jakich zasadach.

 

Budowanie mostów

Naszym zadaniem jest dostrzec ludzi słabych, ich potrzeby. Dowartościować ich. Wysłuchać, przyjąć, zaakceptować. Nie patrzeć na wszystkie sprawy z perspektywy czubka własnego nosa. Kiedy papież Franciszek mówi o miłosierdziu, to właśnie to ma dla niego szczególne znaczenie. Przeciwdziałanie wykluczeniom w różnych dziedzinach życia. Chodzi o komunikację. Taką, która będzie nośnikiem Bożej mocy, jak to ujął papież Franciszek. Która ma moc budowania mostów, uzdrawia porozrywane relacje i przywraca pokój i zgodę między rodzinami i we wspólnotach. Łagodzi przeciwności życia i daje ciepło tym, którzy zaznali jedynie chłodu osądzenia[1].

Takie jest miłosierdzie globalnej wioski. Wejście w dialog, porzucenie roli widzów, użytkowników, konsumentów. Dzielenie się pytaniami i wątpliwościami. Pokorne przemierzanie drogi obok siebie. Świętowanie. Nawet jeżeli jest to trudne świętowanie.

[1] Orędzie Papieża Franciszka na L Światowy Dzień Środków Masowego Przekazu „Komunikacja i Miłosierdzie – owocne spotkanie”)

Wiola Szepietowska
Foto: Michał Szepietowski