Kolejny dom rekolekcyjny Ruchu zmienia swoje oblicze. Tym razem ten dla wszystkich najważniejszy – Collegium Marianum, Archidiecezjalne Centrum Ruchu Światło-Życie. Niejako w cieniu sukcesu Helusza, ale z nie mniejszym nakładem sił i środków, z takim samym rozmachem i przede wszystkim ogromnym, zaangażowanym sercem odpowiedzialnego za wszystko kapłana.

Charyzmat: Wszystko, co widzimy w tej chwili, to głęboki wykop i znajdujące się w nim betonowe konstrukcje. Wygląda, jakby Ksiądz budował basen przylegający do Collegium Marianum…

Marcin Koperski: (śmiech) Tak, może to dobry pomysł, żebyśmy w ramach nowego ośrodka mieli basen. Można zrobić nawet konkurencje w pływaniu, podzielone na trzy kategorie: Domowego Kościoła, młodzieży i dzieci. Akurat wyodrębniono w wykopie trzy jednakowe części. Ale musimy wrócić do szarej rzeczywistości. To, co tu widzimy to podstawy pod fundamenty nowej, dobudowywanej części budynku. Znajdą się tutaj m. in. nowa aula i kaplica, znacznie większe od tych, którymi dysponujemy do tej pory. Mam nadzieję, że starą aulę i kaplicę uda się zachować w nienaruszonym stanie. Głównym celem naszej przebudowy jest wymiana dachu i dostosowanie budynku do potrzeb mieszkalnych. Chodzi o podniesienie standardu dla tych wszystkich, którzy tu będą przebywać.

A konkretnie?

Zmiana pokoi z tych dwunasto-, szesnastoosobowych na mniejsze, maksymalnie ośmioosobowe. Każdy pokój będzie miał łazienkę. To są standardy, które dzisiaj trzeba spełniać, gdy proponuje się zamieszkanie w domach rekolekcyjnych. Nie jest to żadna nowość, a wręcz obowiązek moderatora, by w ten sposób zadbać o dom rekolekcyjny, który jest przecież sercem Ruchu Światło-Życie w diecezji. Byłoby wstyd, że przy innych – ważnych i pięknych ośrodkach – to serce pozostawałoby zaniedbane. Obecnie Collegium Marianum jako dom rekolekcyjny nie spełnia nawet standardów nakreślonych przez Sanepid czy Kuratorium Oświaty.

Przywołał Ksiądz ważne służby: Kuratorium, Sanepid… A jak na remont zapatruje się konserwator zabytków? Bo przecież budynek pozostaje pod jego nadzorem. Ma ponad sto lat.

Oczywiście, nieustannie trzyma rękę na pulsie. Informujemy go o każdym podejmowanym tutaj działaniu. Opiekunem inwestycji jest ks. Marek Wojnarowski [Dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego – p.m.], który zajmuje się wszystkimi obiektami sakralnymi w naszej diecezji. Projekt rozbudowy został przeanalizowany przez konserwatora i możemy spokojnie podjąć planowane prace. Będziemy się oczywiście starać, by budynek zachował swój tradycyjny wymiar, kształt i formę. Nad tym również czuwa konserwator zabytków.

Zdaje się, że nie jest to duże odstępstwo do założeń, bo w pierwszych planach, tych z  początku XX w. to prawe skrzydło się pojawiło, było rysowane?

Tak, oczywiście. Z tym, że głównym problemem okazał  się wówczas brak funduszy, a następnie wojna światowa. Ta pierwsza, a krótko potem kolejna. Na długi czas uniemożliwiło to dalszy rozwój tego miejsca. Potem, w czasach komunistycznych, miejsce było wykorzystywane na różne państwowe cele, nie wracano już do projektu jego rozbudowy.

Wręcz przeciwnie – w tragicznym stanie zwrócono go przemyskiemu Kościołowi.

Na początku XXI wieku, raptem kilkanaście lat temu z inicjatywy ks. abp Józefa Michalika, ks. Adam Wąsik rozpoczął tworzenie w tym miejscu diecezjalnego centrum Ruchu Światło-Życie. Wtedy jeszcze nie podjęto ryzyka rozbudowy. Chociaż warunki były po temu sprzyjające, jednak pojawiły się ograniczenia finansowe. Dom wymagał poważnego remontu, by w ogóle można było go użytkować. Dzisiaj mamy zielone światło na podjęcie takiej pracy, jaką jest rozbudowa.

Finanse, czyli temat drażliwy. Kto finansuje tę inwestycję?

Całą odpowiedzialność i troskę podjął ks. abp Adam Szal. Prosił, by nie obciążać Domowego Kościoła ze względu na budowę domu w Heluszu i jego rozwój. Obarczanie tym młodzieży jest wręcz niemożliwe, bo przecież nie dysponuje ona własnymi środkami finansowymi. Ksiądz Arcybiskup określił, że w tej sytuacji Collegium zostanie wybudowane przy udziale kurii przemyskiej.

A gdyby Domowy Kościół chciał pomóc, choćby rękami, wkładem własnej pracy, to przyjmie Ksiądz dodatkową siłę na plac budowy?

Zawsze z wielką radością. W tej chwili najpilniejszym problemem jest opróżnienie pomieszczeń. Mamy bardzo dużo pracy przy  przenoszenia mebli, łóżek, wyposażenia domu…Chciałbym przygotować teren na tyle, by robotnicy mogli spokojnie pracować tak na zewnątrz, jak i – przede wszystkim – w środku budynku. Dlatego na pewno pojawi się moment, kiedy o taką pomoc będę bardzo prosił. Potem, w perspektywie dwóch, trzech lat, trzeba będzie pomyśleć o aranżacji, zadbaniu o wnętrze. Będzie to zadanie nowego moderatora diecezjalnego, który nie tylko ucieszy oko surowymi ścianami nowej części domu, ale również będzie musiał podjąć dalsze prace: zaplanowanie wnętrza i tego, co tam się znajdzie.

Chyba przyjemniejszą część zadania zostawia Ksiądz swojemu następcy…

Lubię zostawiać śmietankę do spijania (śmiech). Nie przeszkadza mi to zupełnie. Pozostanie mi z pewnością wewnętrzna satysfakcja, że nastąpił kolejny etap rozwoju naszego Centrum. Gdy przyjdę tu za parę lat będę miał świadomość, że wpisałem się w tę nową część być może nie z portfela, ale z troski, opieki i podtrzymywania na duchu tych wszystkich, którzy tu będą pracować.

Już postanowione? Drugiej kadencji nie będzie?

W tym momencie myślę, że zdecydowanie nie. Jestem zwolennikiem jednej kadencji. Uważam, że dla dobra Ruchu bardzo pozytywne jest takie odświeżenie, spojrzenie na nowo na problem. Cztery lata to dużo czasu na wprowadzenie pewnych ciekawych i nowych rozwiązań. Myślę, że sporo udało się zrobić. Dzisiaj jeszcze nie czas na podsumowania, ale dużo się już dzieje, a ja sam czekam z niecierpliwością na coś nowego, co mnie zadziwi. Być może będzie całkiem  odmienne do mojego temperamentu i sposobu myślenia.

Tego życzymy, powierzając modlitwom oazowiczów posługę Księdza Moderatora i to wielkie remontowe przedsięwzięcie. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Monika Jasina