Dlaczego na określenie kultu chrześcijańskiego używamy terminu, który dotyczył pogańskich świąt, tężyzny fizycznej i wystawienia wojska?

 Osobom związanym z ruchem oazowym słowo „liturgia” nie jest obce. Intuicyjnie potrafimy określić, czym jest i co się wiążę z tą rzeczywistością. Jednak przez długi czas pojęcie to nie funkcjonowało w kościelnej nomenklaturze. Aż do końca XIX wieku w Kościele rzymskokatolickim ten grecki termin nie występował. Jedynie w nawiązaniu do kultu sprawowanego w obrządkach wschodnich pojawiał się i to dopiero od XVI wieku.

Liturgia na kartach Pisma Świętego

Rzeczywistość liturgii określano w Kościele rzymskim łacińskimi terminami, takimi jak officium divinum, czy opus Dei. A przecież z greki przeszło do kościelnej łaciny całkiem sporo określeń, jak np.: episcopus, presbyter, diaconu, ecclesia, synagoga czy evangelium.

Zanim chrześcijanie zaadaptowali słowo „liturgia”, jako pierwsi zrobili to aleksandryjscy Żydzi. W Septuagincie – pierwszym tłumaczeniu ksiąg biblijnych z hebrajskiego i aramejskiego na grekę, dokonanym jeszcze przed narodzeniem Chrystusa – termin „liturgia” pojawia się około 170 razy jako techniczne określenie kultu sprawowanego przez kapłanów i lewitów. Nic dziwnego zatem, że wyraz „liturgia” pojawia się także i na kartach Nowego Testamentu. Jest stosowany w różnych kontekstach: rytualnego kultu kapłańskiego Starego Przymierza czy uwielbienia, jakie chrześcijanie powinni składać Bogu „w Duchu i prawdzie”. W kontekście konkretnej celebracji chrześcijańskiej jest jednak wspomniany tylko raz, w drugim wersecie trzynastego rozdziału Dziejów Apostolskich.

Grecki źródłosłów terminu „liturgia” jest nam pewnie doskonale znany. „Leitos” + „Ergon”. Dzieło ludu, dzieło na rzecz ludu. Taka prosta etymologia, wnioskująca o znaczeniu słowa tylko na podstawie tłumaczenia jego części składowych, drastycznie zawęża znaczenie tego terminu. To trochę tak, jakbyśmy przez samochód chcieli rozumieć coś, co „samo chodzi” ignorując całkowicie osobę kierowcy.

Pogańskie korzenie liturgii

W starożytnej Grecji nie było podatków. Zamiast tego bogatsi obywatele mieli pełnić liturgię, czyli finansować i organizować różnego rodzaju działania na rzecz całej społeczności. Spektrum tych działań było bardzo różnorodne: od religijnych poprzez kulturowo-edukacyjne, aż po militarne czy polityczne. Nieraz były to działania bardzo drogie. I choć były metody uniknięcia tego obowiązku, niewielu było takich, którzy się od niego migali.

Liturgia była bowiem nie tylko obowiązkiem, ale i przywilejem. Wzięcie odpowiedzialności za swoją ojczyznę, akt dobroczynności, były bardzo zakorzenione w tożsamości ludzi tego okresu. Jak tłumaczył to jeden ze starożytnych pisarzy: „liturgia jest troską o służbę ludziom, której motywem jest dobro wspólnoty helleńskiej (greckiej – przyp. autor)”.

Przykładową liturgią była organizacja przedstawień teatralnych na święto ku czci danego bóstwa, tzw. choregia. Innym rodzajem liturgii była gymnaziarchia, czyli całoroczne utrzymanie gimnazjonu (obiektu łączącego w sobie funkcje sportowe, rekreacyjne i edukacyjne). Liturgią było także wyekwipowanie okrętu wojennego, w tym zatrudnienie około dwustu osobowej załogi. Należy więc zapytać, dlaczego na określenie kultu chrześcijańskiego użyto terminu, który dotyczył pogańskich świąt, tężyzny fizycznej czy wystawienia wojska? Możemy wskazać na cztery elementy, które stanowiły pewne zaplecze ideowe antycznej instytucji liturgii, a które możemy śmiało odnieść do naszego uczestnictwa w liturgii chrześcijańskiej.

Obywatel miasta (świętego)

Uczestnictwo w liturgii było związane z obywatelstwem w danym mieście. Nikt obcy nie mógł w niej brać udziału (poza kilkoma, dość specyficznymi wyjątkami), ani tym bardziej brać na siebie roli liturga. Było to zastrzeżone wyłącznie dla obywateli – członków danej wspólnoty. Jednocześnie udział w liturgii wyrażał i podkreślał fakt, że człowiek jest pełnoprawnym obywatelem. Jako chrześcijanie uczestniczymy w liturgii, ponieważ poprzez chrzest staliśmy się  obywatelami Wspólnoty Świętych, Nowej Jerozolimy. Na każdej mszy słyszymy, iż gromadzimy się razem z chórami aniołów i zastępami świętych.

Gotowość do ofiarowania się

Podjęcie się liturgii było związane z poniesieniem konkretnej ofiary. I choć istniały mechanizmy pozwalające przerzucić ten obowiązek na kogoś innego, rzadko korzystano z takiego rozwiązania. W greckiej kulturze było głęboko zakorzenione przeświadczenie, że człowiek powinien dokonywać w swoim życiu wielkich dzieł. Przykładem tego jest kult herosów. Za herosa mógł także zostać uznany ktoś, kto bardzo mocno odznaczył się na rzecz swojej wspólnoty.

Liturgia chrześcijańska przygotowuje nas do tego, abyśmy sami zaczęli być gotowi do ponoszenia ofiar na rzecz bliźnich wzorem Chrystusa. W jednej z modlitw eucharystycznych kapłan modli się, abyśmy wszyscy przyjmujący Ciało i Krew Zbawiciela sami stali się jednym Ciałem i jedną Duszą w Chrystusie. A Ciało Chrystusa w trakcie liturgii Mszy Świętej jest łamane i rozdzielane pośród tych, którzy potrzebują tego Pokarmu.

Służba na rzecz wspólnoty

Podmiotem liturgii w starożytnej Grecji byli inni członkowie wspólnoty. Nowy okręt wojenny miał chronić brzegów przed inwazją. Gimnazjon zapewniał miejsce do rozwoju fizycznego czy kulturalnego. Nawet festiwale z okazji świąt koncentrowały się na tym, aby zapewnić rozrywkę uczestniczącym w nich ludziom. Ten, kto podejmował się sprawowania liturgii, nie miał z tego nic poza symbolicznym wyróżnieniem.

Podobnie jest i z nami. Choć nasza liturgia wyrasta z uwielbienia Boga, poprzez nią dokonuje się uświęcenie człowieka. Zwróćmy uwagę, że jakikolwiek kapłan czy biskup nie przewodniczyłby liturgii, Liturgiem zawsze jest Chrystus, z którego ofiary na krzyżu biorą moc sakramenty i wszelki kult chrześcijański. Chrystus ofiarował się właśnie przez wzgląd na ludzi, którzy sami o własnych siłach nie byli w stanie wyrwać się z niewoli grzechu.

Doświadczenie bycia bogatym

Liturgia wiązała się nieraz z bardzo wysokimi wydatkami. Aby się podjąć takiego obciążenia, trzeba było dysponować sporym majątkiem. Obywatele, którzy nie szczędzili grosza na ten cel, mieli świadomość, że tego typu ofiara jest ich obowiązkiem i jednocześnie przywilejem. Miała świadczyć o ich etosie, prawości oraz udowadniać, że są godni posiadania takiego bogactwa.

            Również my w liturgii chrześcijańskiej mamy doświadczenie obdarowania nieprzebranym bogactwem. Z tego rodzi się postawa dziękczynienia. Nie poprzestajemy jednak tylko na podziękowaniu za dane dobra. Liturgia nieustannie wypycha nas do podejmowania misji dzielenia się otrzymanymi darami, którymi są, niezależnie od stanu portfela, Ewangelia i Miłosierdzie Boże.

Wojciech Urban