Część I. Sacrosanctum Concilium

Jezus nie sprzeciwiał się prawu żydowskiemu „dla zasady”. Nie był anarchistą. Wtedy, gdy uważał to za słuszne, postępował według prawa i tak polecał innym (dziesięciu trędowatych, Piotr płacący podatek). Dopiero gdy w grę wchodziło wyższe dobro (człowiek), odchodził od zachowywania „ludzkiej tradycji” i wskazywał nową drogę. Ewangelie objawiają, jak swoim życiem (a zwłaszcza śmiercią i zmartwychwstaniem) „wypełnia Pismo”. 

Apostołowie otrzymawszy polecenie sprawowania Wieczerzy Pańskiej na Jego pamiątkę wykazywali troskę o to, by przykazanie Pańskie było należycie zachowywane. Św. Paweł, który najmocniej ukazał kres Starego Prawa, zostawił najwięcej wskazań co do zachowania podczas liturgii (1 Kor 11-14), a także w relacjach społecznych.

„Jak Ojciec posłał Chrystusa, tak i On posłał Apostołów, których napełnił Duchem Świętym nie tylko po to, aby głosząc Ewangelię wszystkiemu stworzeniu, zwiastowali, że Syn Boży swoją śmiercią i zmartwychwstaniem wyrwał nas z mocy szatana i uwolnił od śmierci oraz przeniósł do królestwa Ojca, lecz także po to, aby ogłaszane dzieło zbawienia sprawowali przez Ofiarę i sakramenty, stanowiące ośrodek całego życia liturgicznego” (KL 6).

Szkoła wyzwolenia

Szósty punkt Konstytucji o Liturgii jasno ukazuje źródło naszej wolności – misterium paschalne Chrystusa. To misterium urzeczywistnia się, staje się realne i prawdziwe w konkretnym momencie naszej rzeczywistości, przychodzi do nas przez liturgię. Można powiedzieć: „Liturgia wyzwala”, liturgia daje wolność i liturgia uczy wolności.

Na pierwszy rzut oka powyższe stwierdzenia mogą się wydawać nieco na wyrost. Śledząc historię liturgii (nie miejsce na szczegółowy wywód) widać mocne przejście od wielkiej spontaniczności (pierwsze opisy liturgii, np. św. Justyn Męczennik) przez coraz większą konkretyzację i ujednolicenie aż do Soboru Trydenckiego, który zasadniczo „usztywnił” sferę liturgii.  Cel takiego zabiegu był jak najbardziej słuszny. Chodziło mianowicie o ochronę przed ideami reformacji kultu katolickiego, który z całym swym bogactwem form audiowizualnych (obrazy, pieśni) stanowił dopełnienie, pogłębienie, a niekiedy podstawę chrześcijańskiej katechezy. Błędne byłoby jednak przekonanie, że Sobór zmiótł „czcigodny monolit tradycji” przekazany przez wieki. Zmiany w liturgii były, raz większe, raz mniejsze, ale ciągle postępujące na drodze ewolucji, która po Soborze Watykańskim II przybrała na dynamice jako reakcja na wcześniejszą, czterowiekową stagnację*.

Niezależnie od liczby przepisów istota liturgii pozostaje niezmienna. To uczestnictwo w jedynej Ofierze Jezusa Chrystusa, który przez swoje posłuszeństwo ofiarowane w sposób całkowicie wolny gładzi grzech, będący nieposłuszeństwem wobec Boga i przez to pogrążeniem się w niewoli śmierci. Wobec tego posłuszeństwo w sprawowaniu i przeżywaniu liturgii staje się czymś jak najbardziej naturalnym. Otóż jednak… nie dla wszystkich.

Łamana jest Konstytucja… o liturgii

W tekście Liturgia w świetle tajemnicy Chrystusa Sługi ksiądz Franciszek Blachnicki ukazuje pewną nową mentalność w odniesieniu do liturgii: „To obserwuję tu na Zachodzie. Zjawiskiem bardzo rozpowszechnionym tutaj jest pewna nonszalancja w traktowaniu liturgii (…). Ksiądz uważa, że to poniża godność człowieka jako osoby, że to jest skrępowanie wolności, że to jest niedemokratyczne, kiedy kapłan musi wykonywać wszystkie ruchy, wymawiać słowa tak, jak ktoś przepisał i ustalił w księgach liturgicznych, w pewnych rozporządzeniach, więc odprawia dowolnie, według własnego uznania, według własnego rozumienia i często przy wielkiej ignorancji (…)”. Ojciec sam wyjaśnia dokładniej, dlaczego postawa ta jest błędna, w niniejszym tekście chcemy jednak skupić się na Konstytucji o liturgii jako podstawie soborowej odnowy, niesłusznie niekiedy oskarżanej o spaczenie katolickiej pobożności.

Owszem, trzeba przyznać, że Sobór dał pewną przestrzeń wolności, nawet dowolności w ramach liturgii. Przede wszystkim jednak „prawo kierowania sprawami liturgii należy wyłącznie do władzy Kościoła. Przysługuje ono Stolicy Apostolskiej oraz, zgodnie z prawem, biskupowi” (KL 22,1). Dalej stwierdza się pewną władzę konferencji episkopatu, znamienne jest jednak to, że mówi się tu o „kierowaniu” (w oryginale łacińskim moderatio), a zadanie to spoczywa na biskupach. Nikt inny, nawet kapłan (może należałoby powiedzieć: „szczególnie kapłan”) nie może samodzielnie niczego dodawać, ujmować ani zmieniać (KL 22,3). Co nie znaczy, że każda celebracja tego samego typu ma być identyczna. „W sprawach, które nie dotyczą wiary lub dobra powszechnego, Kościół nie chce narzucać sztywnych, jednolitych form nawet w liturgii(KL 37). To co możliwe i tego warte, pragnie zachować, a w tym celu w ramach jednego obrządku rzymskiego przewiduje się „uprawnione różnice oraz dostosowanie do rozmaitych ugrupowań, regionów i narodów, zwłaszcza na misjach” (KL 38). Stąd, w księgach liturgicznych znajdujemy rozdział dotyczący adaptacji i akomodacji.

Znać swoje prawa

Podobnie zatem, jak Sobór na początku Konstytucji o liturgii (nr 2) przypomina istnienie w liturgii części zmiennej i niezmiennej, tak też w konkretnych celebracjach istnieje możliwość wyboru. Czasem jest ona szersza (dni powszednie okresu zwykłego, kiedy można korzystać z całej gamy formularzy mszalnych), niekiedy ograniczona do wyboru jednego z kilku wariantów danego obrzędu (np. procesja z pobłogosławionymi świecami 2 lutego czy adoracja Krzyża podczas wielkopiątkowej Liturgii Męki Pańskiej (!)) lub jednej z kilku dostępnych modlitw czy czytań. Ukształtowanie przestrzeni liturgicznej, a zatem także praktyka posługi liturgicznej w danym miejscu również, nie jest aż tak ściśle obwarowana, co umożliwia wprowadzanie różnych rozwiązań w zależności od potrzeb. Dlatego w 28 numerze pierwszej z soborowych konstytucji pada stwierdzenie: „W odprawianiu liturgii każdy spełniający swą funkcję, czy to duchowny, czy świecki, powinien czynić tylko to i wszystko to, co należy do niego z natury rzeczy i na mocy przepisów liturgicznych” **.

Istotna pozostaje następująca prawda: istnieje sfera wyboru, lecz by właściwie z niej korzystać, trzeba znać zakres swych możliwości i kompetencji. Mówimy przecież o rzeczywistości, która nie stanowi naszej własności. Jesteśmy raczej jej depozytariuszami, szafarzami. Zapewne z tego względu Sobór w dziele odnowy liturgii na pierwszym miejscu stawia formację liturgiczną: Matka Kościół bardzo pragnie, aby wszystkich wiernych prowadzić do pełnego, świadomego i czynnego udziału w obrzędach liturgicznych, którego się domaga sama natura liturgii. (…). Duszpasterze w całej swej działalności pasterskiej powinni gorliwie dążyć do osiągnięcia takiego udziału przez należyte urabianie wiernych. Ale osiągnięcia tych rezultatów nie można się spodziewać, jeżeli najpierw sami duszpasterze nie będą przeniknięci duchem i mocą liturgii, i nie staną się jej nauczycielami” (KL 14). Do tego dzieła Diecezjalna Diakonia Liturgiczna chce się przyczyniać także przez działalność publicystyczną na łamach „Charyzmatu”, abyśmy coraz głębiej wnikali w misterium naszego wyzwolenia. A zatem zapraszamy do dalszej lektury. Cdn.

________________

* Historia liturgii jest niezwykle złożona i pełna niuansów. Nie miejsce na szczegółowy wykład, jednak zawsze warto bronić się przed popadnięciem w generalizację czy idealizację przeszłości.

** Swoją drogą ciekawe jest, że przez długi czas ten fragment w polskim tłumaczeniu brzmiał nieco dziwnie. Frazę: „solum et totum id agat” (dosłownie: …by czynił tylko i wszystko to…) tłumaczono: „…powinien w pełni wykonywać wyłącznie tylko to…”.