(Jon 3,1-5.8.10) Dzisiaj o tym jak Bóg nie rezygnuje z zaufania człowiekowi.
Wyruszając z Jezusem na pustynię mojego życia spodziewałam się, że On może mi coś pokazać lub do czegoś zaprosić. Dziękuję Ci Panie za Twoją delikatną, kojącą obecność. Ty nie chronisz mnie przed każdą trudną sytuacją, jednak uczysz jak mądrze ją przetrwać. Pracując nad osobistą przemianą powinnam mieć przed oczami to, że ktoś może się zmagać podobnie jak ja. Może warto zrobić jakiś gest w jego kierunku? Czasami wystarczy jeden telefon lub napisana z życzliwością wiadomość, by drugi człowiek poczuł, że nie jest sam. Nie chodzi o to, by zmuszać kogokolwiek do opowiadania o swoich problemach i gorączkowo wymyślać sposoby ich rozwiązania. Moja troska ma szansę stać się dla kogoś impulsem do bliskości z Bogiem. Sama również mogę przynosić na modlitwie takich ludzi pytając Chrystusa, jak skutecznie pomagać. Prorok Jonasz, po powiedzeniu swojego „tak” Bogu, po prostu poszedł do miasta i pragnął zrobić wszystko, co mógł, by mieszkańcy zmienili sposób postępowania. Co było kluczem powodzenia jego misji? Całkowite posłuszeństwo Panu. Czy stać mnie na rezygnację z własnych wyobrażeń Wielkiego Postu? Czytając ten fragment poruszona jestem słowami: „uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu”. Nie wystarczy być pobożnym człowiekiem, który spełnia wymagania. Chodzi głównie o to, by zadać sobie pytanie czy ufam, że droga, którą prowadzi mnie teraz Bóg, jest wyrazem jego ojcowskiej troski o moją wieczność. Amen. Błogosławionego dnia.
an. Katarzyna Nowakowska

