(J 6,35) Dzisiaj o tym, że tylko Bóg może rzeczywiście zaspokoić każdą moją potrzebę.

Dzisiaj Jezus chce mi powiedzieć, że Jego miłość nie ma granic. Stąd właśnie określenie „powiedział do ludu”. On pragnie z każdym człowiekiem nawiązać wyjątkową nić porozumienia, by móc mu towarzyszyć na drodze niełatwej codzienności. Czy jednak potrafię się otworzyć? A może ciągle próbuję rozwiązywać większość spraw po swojemu? Tak często czuję się zmęczona psychicznie oczekiwaniami innych ludzi, problemami, ale też własną wobec tego bezsilnością. Tymczasem On czeka, że po prostu przyjdę i zanurzę się w Nim, jak w czystym źródle. Dopiero wtedy ma szansę ogarnąć mnie pokój, radość i siła, z którą wrócę do moich obowiązków odmieniona. Nie zawsze trzeba rozmawiać czy coś zrobić, by było lepiej. Czasem wystarczy pozorne tracenie czasu, oddane w ręce Boga. Wiele razy doświadczyłam, ile znaczy wspólne milczenie pełne wrażliwości i empatii. Bądź uwielbiony Ty, który tak po prostu mówisz „przyjdź do Mnie z całą prawda o sobie, ze wszystkimi kłamstwami złego, w które uwierzyłaś i pozwól wypełnić się tym, czego najbardziej potrzebujesz”. Wierzę Jezu, że nie odrzucisz żadnej mojej, nawet najgłębiej skrywanej, potrzeby czy marzenia. Spraw, abym przestała się bać o nich mówić. Ufam, że Ty masz plan na moją drogę, a także na drogi tych, którzy idą obok mnie. Wyczuwam również przynaglenia do trwania w Twojej obecności, aby moja wiara dojrzewała i mogła owocować tak, jak tego oczekujesz. Spraw, bym słuchała Twojego słowa zawsze z ciekawością i gotowością pójścia za nim, nawet gdy będę musiała się zmierzyć z niezrozumieniem czy odrzuceniem. Niech ono będzie wyznacznikiem decyzji, które muszę podejmować każdego dnia. Amen. Błogosławionego dnia.

an. Katarzyna Nowakowska