Pan Bóg przychodzi mnie często aby uspokoić moje serce po bardzo wyczerpujących psychicznie momentach dnia. Robi to w sposób delikatny i zarazem zaskakujący. Będąc osobą wysoko wrażliwą i posługując długo w diakoni modlitwy dobrze wiem, że niektóre informacje nie znikają po powierzeniu ich Bogu. Mam tutaj na myśli kontakt z bliskimi osób, których dotyczy dany problem. Oczywiście nie mam gotowych rozwiązań, ale staram się ze swojej strony zrobić wszystko by poczuli się bezpieczni i wysłuchani.
Otwartość na bycie dla innych musi również zakładać przestrzeń troski o samego siebie. Nie ma to nic wspólnego z egoizmem, mimo że pojawiają się także głosy wokół nas. Właśnie w takim nagromadzeniu emocji, gdy nie wiedziałam w którym kierunku mam podążać, On dał mi możliwość odpoczynku przy Sobie obecnym w Największym Sakramencie poprzez transmisję telewizyjną.
Kiedy zobaczyłam, że rozpoczyna się adoracja, po prostu zatrzymałam się i powiedziałam w głębi serca „Panie, to Twój czas, niezależnie od tego, jak się czuję”. Rzeczywiście szybko poczułam, że mogę zwyczajnie być przy Nim sobą. Każde słowo prowadzonej modlitwy czy pieśni było powrotem do harmonii, za którą tak bardzo tęskniłam. Po zakończeniu adoracji zostało ze mną przekonanie, że nie jestem sama i obojętnie, co się wydarzy, nie będzie w stanie mnie to złamać. Nie trzeba czekać na rekolekcje wakacyjne, jakąś akcję ewangelizacyjną lub koncert uwielbieniowy. Wystarczy mieć otwarte oczy i wyczulone serce na cichy głos Pana. Wtedy nasza posługa w jakiejkolwiek formie będzie mogła owocować jeszcze piękniej
an. Katarzyna Nowakowska

