(Mt 17,14-15,18-20) Dzisiaj o wierze w relacji z Jezusem.
Ta scena z Ewangelii ukazuje mi pełnię ojcowskiej miłości i troski o cierpiące dziecko. Każdy kochający rodzic zrobi wszystko, aby ulżyć swojemu dziecku w bólu. To naturalny odruch serca. My również próbujemy pomagać na wiele sposobów wierząc, że przyniesie to upragnioną ulgę. Łatwiej jest zmierzyć się z bólem fizycznym, choć nawet najlepsze lekarstwo działa tylko przez pewien czas. O wiele trudniej jest wtedy, gdy cierpi psychika – gdy zmagam się z depresją, rozchwianymi emocjami, lękiem, a osoby wokół mnie nie rozumieją mojego cierpienia, wywierają presję lub bagatelizują. Często, mimo słabości, próbuję być silna. Każde niepowodzenie rodzi wtedy frustrację, bezradność i poczucie winy. Panie, Ty wiesz, jak bardzo potrzebuję kogoś, kto przyniesie do Ciebie to, z czym sama już sobie nie radzę. Proszę, postaw na mojej drodze Szymona z Cyreny – człowieka, który będzie miał odwagę powiedzieć: „Jezu, ratuj ją, bo sama już nie daje rady”. Jezu, tak często boję się przyznać, że nie domagam. Brakuje mi ufności i wytrwałości. Szukam różnych rozwiązań – modlitwy wstawienniczej, nabożeństw o uzdrowienie – i nieraz bardziej skupiam się na tym, co jeszcze mogę zrobić, niż na Twojej wszechmocnej łasce. A przecież od Ciebie nikt nie odchodzi z pustymi rękami. Dzisiaj jeszcze mocniej słyszę, że to nie Twojej mocy brakuje, ale mojej wiary. Dlatego pragnę uczyć się prawdziwego zaufania, trwając przy źródle Twojego Słowa, karmiąc się Eucharystią, pogłębiając modlitwę i przyjmując ludzi, których stawiasz na mojej drodze. Wierzę, że właśnie przez nich przychodzisz z pomocą. Amen. Błogosławionego dnia.
an. Katarzyna Nowakowska

